„Dom nad jeziorem smutku” – Marilynne Robinson

NA PÓŁCE „PRZECZYTANE” – 28.11.2016

Okładka książki Dom nad jeziorem smutku

Tłumaczenie: Wojciech Fladziński
Tytuł oryginału: Housekeeping
Wydawnictwo: M
Data wydania: 12 marzec 2014
ISBN: 978-83-7595-712-9
Liczba stron: 212
Okładka: Miękka
kamyki„Dom nad jeziorem smutku” amerykańskiej pisarki Marilynne Robinson to jedna z tych powieści, gdzie tytuł idealnie pasuje do fabuły, oddaje nastrój i współgra z wydarzeniami, a okładka przedstawiająca jezioro otulone gęstą, jesienną mgłą zdaje się jeszcze ten tytułowy smutek potęgować. Bo i samabloggałązka historia zawarta we wspomnieniach Ruth – bohaterki i narratorki jest dramatyczna, przejmująca i melancholijna.

Dzieciństwu Ruth i jej młodszej siostry Lucille daleko do beztroski i szczęścia. Dziewczynki przyjeżdżają z matką do położonego nad rozległym jeziorem Fingerbone, do domu babci. Wkrótce ich mama ginie w wypadku w ciemnych odmętach jeziora, a spekulacji co do przyczyn tragedii jest wiele. W tej sytuacji Ruthie i Lucille trafiają pod skrzydełka opiekuńczej i zaradnej babci. Po jej śmierci dorastającymi dziewczynkami przez pewien czas zajmują się siostry dziadka, który przed laty również zginął w wodach jeziora. Opieka nad dziećmi przysparza starszym kobietom sporo kłopotu, więc kiedy udaje się sprowadzić do rodzinnego domu w Fingerbone najmłodszą bratanicę – Sylvie, staruszki szybko zrzucają na nią obowiązek zajęcia się dziećmi, a same z ochotą wracają do swojego życia w Seattle. Sylvie zastaje w Fingerbone bardzo zniszczony rodzinny dom, który niemalże zagraża życiu i od lat wymaga remontu, zaniedbane obejście i mocno sfatygowane wnętrze oraz… dwie siostrzenice, o które trzeba się zatroszczyć. Szybko okazuje się, że niezależna, żyjąca we własnym świecie Sylvie, „niebieski ptak”, nie najlepiej nadaje się na opiekunkę dorastających nastolatek. Dziewczynki zaczynają opuszczać szkołę i coraz więcej czasu spędzają nad jeziorem, które pochłonęło już wiele istnień ludzkich i cieszy się złą sławą wśród mieszkańców, ale owiane mgłą bligkwiattajemniczości ma magiczną moc przyciągania…

Powieść Marilynne Robinson to dramatyczna historia przepełniona żalem, smutkiem i beznadzieją. Nostalgicznemu nastrojowi towarzyszy powaga. W dziecięcych wspomnieniach Ruth nie ma radości, śmiechu i beztroski, tak charakterystycznych dla okresu dzieciństwa. Życie dziewczynek jest smutne, szare, ponure i brzydkie. Towarzyszy mu zimno, strach, a często także głód i skrajne zaniedbanie, pomimo starań praktycznie od początku zdane są na własne siły.

Autorka posługuje się kunsztownym językiem i refleksyjnym stylem. Każde słowo jest dokładnie przemyślane, a każde zdanie zawiera maksimum treści. W powieści poruszone zostają istotne tematy takie jak samotność, bunt, odmienność, ucieczka i dążenie do wolności oraz dbałość o wartości rodzinne. Ich ranga zostaje dodatkowo podkreślona poprzez liczne nawiązania do wydarzeń i bohaterów biblijnych. Mamy tu interesujące studium psychiki bohaterek, które są prawdziwymi indywidualistkami, ekscentryczne i niezależne mocno odstają od ogółu. Ich bogate przemyślenia stają się bodźcem do dogłębnej analizy postępowania i budzą sporo emocji.

Na nieco ponad dwustu stronach autorka zawarła tak wiele treści, że można byłoby nią obdzielić dużo obszerniejszą książkę. Dlatego też lektura tej powieści wymaga skupienia i krukuwagi, tak, aby czytając nic nam nie umknęło. Jest to na pewno dość trudna lektura, przygnębiająca i smutna, ale wartościowa i ciekawa. Czyta się ją wyjątkowo dobrze.

Polecam.
INNE WYDANIA:
11741 542245 77510 1069627 20696022
5590019 25264098 1405155 1069630 26792637
28115436 2080331 25721672 17448860 32981336
29010980 29217488 17731305 6294120 12228304
11346734 25711010 33131683 25467204 30508406
439316 31426139 14916025 22852233

blog22Książka bierze udział w wyzwaniach na 2016 rok:

POD HASŁEM 2015
Wyzwanie biblioteczne 2016
CZTERY PORY ROKU

blog22

„Listy z dziesiątej wsi” – Agnieszka Olszanowska

NA PÓŁCE „PRZECZYTANE” – 21.11.2016

Okładka książki Listy z dziesiątej wsi

Seria/cykl wydawniczy: Saga z dziesiątej wsi 1
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania:  7 lipiec 2016
ISBN: 978-83-8069-409-5
Liczba stron: 296
Okładka: Miękka
linialist
Agnieszka Olszanowska w swojej powieści pt. „Listy z dziesiątej wsi” zdecydowała się po raz kolejny sięgnąć do popularnego, żeby nie powiedzieć oklepanego scenariusza. Motyw kobiety, która, będąc na rozdrożu swojego życia, decyduje się na przeprowadzkę i rozpoczęcie wszystkiego od nowa, często spotyka się w wielu powieściach obyczajowych (i nie tylko).
A zatem co wyróżnia tę historię od innych, jej podobnych?… Beatę „Bóg opuścił na worku z mąką”, mąż odszedł z dnia na dzień do innej kobiety, a ona – trzydziestokilkuletnia matka dwóch chłopców pozostała wraz z dziećmi w wynajętym, zagrzybionym mieszkaniu praktycznie bez środków do życia. kopertaŚwiat jej się zawalił i gdyby nie pomoc z opieki społecznej oraz życzliwe gesty sąsiadów i ludzi dobrego serca Beata zapewne zupełnie by się załamała. W chwilach największego kryzysu pojawia się jej brat Kuba i zabiera całą trójkę do Zwierzyńca, do dawnego domu należącego niegdyś do rodziców i dziadków. W rodzinnej wsi Beata powoli odzyskuje równowagę dbając o dom, pomagając bratu w obejściu, spacerując po okolicy i wspominając dawne czasy. Powoli kobieta zaczyna dostrzegać swoje błędy, coraz mniej rozpamiętuje to, co ją spotkało, a coraz częściej budzi się w niej dawna, uśpiona natura. Mając świadomość swojej nieużyteczności postanawia znaleźć pracę, aby w ten sposób odciążyć Kubę i dołożyć się do prowadzenia domu. Z pomocą przychodzi jej Paweł – sąsiad ze Starego Folwarku, z dziesiątej wsi, proponując Beacie zatrudnienie. Wszystko stopniowo zaczyna się układać i tylko przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Powraca niczym bumerang w pożółkłych listach, które jej ukochana babcia Basia pisała przez lata do tajemniczego księdza Stacha oraz… w osobie Pawła – obecnego zarządcy Starego Folwarku. „… dziesiąta wieś jest tam, gdzie idziemy bezwiednie, bez zastanowienia. Tylko po to, by stracić serce i spokój.” Czy i w życiu Beaty zmącony zostanie niedawno osiągnięty spokój?…

Przyznaję, że wydarzenia opisane w powieści naprawdę mnie zaciekawiły. Wykorzystując popularny scenariusz Pani Agnieszce udało się stworzyć historię, którą czytałam z zainteresowaniem. Obszerne fragmenty poświęcone przeszłości – rodzinnym tajemnicom, czasom wojennym i okresowi socjalistycznego reżimu, przekazane czytelnikowi w formie intrygującej korespondencji Basi ze Stachem, stanowią o prawdziwej wartości tej historii. To właśnie ta część powieści wywołuje najwięcej emocji. Zastosowane tu dwie płaszczyzny wydarzeń bardzo dobrze sprawdzają się w tego typu opowieściach i są częstym zabiegiem wykorzystywanym przez autorów. Warto zwrócić uwagę na nastrój powieści. Z nostalgicznym klimatem prowincji przesyconym melancholią kontrastuje ogólna brzydota od bohaterów począwszy, a na okolicy skończywszy. Piękno zarezerwowane jest dla wspomnień. Dzięki takiemu zabiegowi historia nabrała dla mnie realizmu. Wykreowani bohaterowie to ludzie naznaczeni przez los. Wszyscy są zgorzkniali, na swój sposób nieszczęśliwi, skrywają jakieś tajemnice i trudną przeszłość. Są autentyczni i wiarygodni w swoim postępowaniu.

Dlaczego zatem lektura „Listów z dziesiątej wsi” wzbudziła we motylmnie mieszane uczucia… Otóż moim zdaniem sama formuła powieści nie została dobrze przemyślana. Sztuczny, według mnie, podział na trzy części w zasadzie nic nie wnosił. Dużo lepiej byłoby wpleść korespondencję Basi i Stacha w obecne wydarzenia, tak, aby obie płaszczyzny się zazębiały, przenikały i płynnie przechodziły od teraźniejszości do przeszłości. Przytoczenie korespondencji praktycznie w całości w części drugiej staje się przytłaczające. Drażniły mnie też dosyć obszerne, suche cytaty zaczerpnięte czy to ze słownika imion, z przewodnika turystycznego, czy z „Sekretnego dziennika Laury Palmer”. W moim przekonaniu były zupełnie zbędne. Informacje te można było przedstawić w postaci dialogów, czy przemyśleń bohaterów i jestem przekonana, że wypadłoby to o wiele korzystniej. I wreszcie zakończenie – dziwne, zdumiewające, zaskakujące i do tego jakby zupełnie nie z tej powieści. Nie wiem co miał na celu taki właśnie finał i odpowiedź nasuwa mi się tylko jedna – chęć napisania kontynuacji. Ale czy na pewno?…

Podsumowując historia Beaty i jej rodziny może przygnębiać i smucić, ale ma w sobie sporo realizmu. Kiedy już poskładamy fiołkiwszystkie klocki tej układanki w jedną całość to otrzymamy wiarygodny obraz polskiej wsi ze wszystkimi jej zaletami i wadami. Jeśli więc lubicie wspomnienia, rodzinne sekrety i naszą rodzimą prowincję to powieść Agnieszki Olszanowskiej będzie dobrym wyborem.

liniapodkreslnikKsiążka bierze udział w wyzwaniach na 2016 rok:
POD HASŁEM 2015
Wyzwanie biblioteczne 2016 CZTERY PORY ROKU
   12 NOWOŚCI W 2016 ROKU

liniapodkreslnik

„Ładne kwiatki” – Sue Margolis

NA PÓŁCE „PRZECZYTANE” – 18.11.2016

Okładka książki Ładne kwiatki

Tłumaczenie: Sylwia Trzaska
Tytuł oryginału: Forget Me Knot
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 14 lipiec 2010
ISBN: 978-83-10-11828-8
Liczba stron: 320
Okładka: Miękka 
linialiliaPo „Ładne kwiatki” Sue Margolis sięgnęłam ot tak, dla odprężenia, w nadziei na łatwą, lekką i przyjemną lekturę. Moje oczekiwania w stu procentach zostały spełnione, a nawet więcej – przeczytałam ciekawą i zabawną historię, którą określiłabym jako romantyczną komedię pomyłek ze sporą dawką humoru. Zerknąwszy na pierwsze dwa zdania, które brzmią: „Trup miał gołąbkiwzwód? To właśnie próbujesz mi powiedzieć?” od razu wiedziałam, że muszę się dowiedzieć, o co w tym chodzi. I w ten sposób wtargnęłam do świata trzydziestokilkuletniej Abby Crompton – florystki, delikatnej kobiety ze zmysłem artystycznym, która właśnie rozkręca swoją własną firmę. Jej urocza kwiaciarnia o wdzięcznie brzmiącej nazwie „Ładne kwiatki” to miłe, nietuzinkowe miejsce przesycone całą gamą barw i zapachów. Do prowadzenia interesu bohaterka zatrudnia Martina Robertsa zwanego Stokrotą, który jest jej prawą ręką, przyjacielem i… gejem. Mężczyzna nie ustępuje swojej pracodawczyni, jest fanem wszelkiej stylistyki i mody. Spod jego rąk wychodzą prawdziwe kwietne dzieła sztuki, a do tego jest przezabawną i ciepłą osobą, która często najpierw mówi, a potem myśli. Jego uczuciowe perypetie dostarczają mnóstwa uśmiechu i zabawy. W kwiaciarni częstym gościem jest także Sophie – najlepsza przyjaciółka właścicielki, która wspiera Abby w każdej sprawie. Kiedy kwiaciarnia staje się miejscem kręcenia filmu, oboje z Martinem dzielnie pomagają właścicielce. Nie mogę też zapomnieć o Danie – reżyserze niskobudżetowej produkcji, który zupełnie niespodziewanie pojawia się w życiu Abby, żeby być może pozostać w nim na róże2nieco dłużej. Panna Crompton od kilku miesięcy jest w związku z Tobym – pedantycznym bogatym prawnikiem z arystokratycznego rodu, który za kilka tygodni ma zostać jej mężem. Dziewczyna jest „po uszy” zakochana, ale coraz bardziej martwi się o ich wspólne relacje. Problemy Toby’ego tłumaczy przepracowaniem i brakiem czasu, ale czy faktycznie taka jest przyczyna…?

„Ładne kwiatki” to zabawna historia, w której sporo się dzieje. Bohaterowie to prawdziwi indywidualiści. Podobała mi się Abby z jej przedsiębiorczością w samodzielnym życiu. Drażniła mnie trochę swoją uległością, łatwowiernością i naiwnością w kontaktach z narzeczonym, ale składam to na karb zaślepienia miłością. Toby od początku nie przypadł mi do gustu. Taki zmanierowany elegancik żyjący w zgodzie z mamusią i wykorzystujący swoją dziewczynę. Byłam przekonana, że coś tu nie gra i nie myliłam się… Bardzo polubiłam Stokrotę, jego dobre serce, opiekuńczość i charakterystyczny sposób bycia. No i Dan, który pomimo swoich sekretów wydał mi się uczciwym i dobrym człowiekiem.

Jak więc widzicie cała gama interesujących postaci (wszystkich nie sposób wymienić), różne charaktery, intrygujące wydarzenia, komiczne sytuacje i ich nie zawsze przewidywalne blogkoszskutki, to tylko część powodów, dla których warto sięgnąć po tę powieść. Jeśli zatem macie ochotę na odprężający wieczór w towarzystwie lekkiej, łatwej i przyjemnej książki to „Ładne kwiatki” zapraszają.

Polecam.
INNE WYDANIA:
6080930

linia kwietnaKsiążka bierze udział w wyzwaniach na 2016 rok:

POD HASŁEM 2015
A B C CZYTANIA
CZYTELNICZE WYZWANIE 2016 Bawi do łez

linia kwietna