„Miłość w kasztanie zaklęta” – Monika A. Oleksa

NA PÓŁCE „PRZECZYTANE” – 13.02.2014

Miłość w kasztanie zaklęta

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 29 marca 2011
ISBN: 978-83-7506-655-5
Liczba stron: 344
Okładka: Miękka
kasztany

Muszę przyznać , że ostatnio mam szczęście do naprawdę dobrej i ciekawej polskiej literatury. Powieść Moniki Oleksy od pierwszych swoich stron wciągnęła mnie niczym magnes. Zaintrygowała mnie postać Marty – głównej bohaterki, która część swojego dzieciństwa spędziła w domu dziecka. Dziś jest zwyczajną, skromną dziewczyną, nauczycielką języka angielskiego i wiedzie spokojne życie samotnej kobiety. Pomimo, że ma wokół siebie garstkę oddanych przyjaciół, nie spotkała jeszcze tego jedynego mężczyzny, który byłby prawdziwym księciem, a nie żabą (jak mawiała jej zmarła przed laty babcia). Od jakiegoś czasu spotyka w parku nieznajomego mężczyznę przepełnionego smutkiem. I ten właśnie smutny „ktoś” zaczyna ją intrygować…

Niebawem pewne nieprzyjemne okoliczności i liścienieprzewidziane zdarzenia sprawiają, że Marta poznaje tożsamość nieznajomego. Okazuje się, że Piotr Domański jest lekarzem i przed rokiem stracił swoją ukochaną żonę Marię. Do tej pory nie umie bez niej żyć, nie potrafi pogodzić się z jej śmiercią, a co najgorsze nie chce zaopiekować się swoim rodzonym synkiem – 2-letnim Miłoszkiem, gdyż dziecko za bardzo przypomina matkę. Chłopczyk przebywa w domu dziecka i opiekują się nim siostry zakonne.

Pojawienie się Piotra zmienia diametralnie życie Marty. Marta natomiast, niczym dobry anioł zesłany na pomoc przez niebiosa, ma niesamowity wpływ na Piotra, który dzięki niej akceptuje powoli życie bez Marii i uczy się na nowo kochać swojego synka. 

Czy znajdzie się w jego życiu miejsce także dla Marty?

Przyznam, że podczas lektury w pewnym momencie poczułam przesyt tą miłością i dobrocią, która powoli zaczęła zatracać swój realizm zupełnie jak w bajce. Jednak autorka poprowadziła wydarzenia w takim kierunku, żeby nie znudzić czytelnika. Z niecierpliwością czekałam na finał tej historii, który, mimo, iż dał się przewidzieć, nie zmienił mojego pozytywnego nastawienia.

To co zdecydowanie urzekło mnie w tej powieści to piękny, poetycki język, mnóstwo barw i kolorów, plastyczne opisy i porównania oraz emocje, które chwilami wyciskają łzy. Zwyczajni bohaterowie zmagający się z życiem, swoimi rozterkami i wątpliwościami, nad którymi czuwa czujne oko opatrzności sprawiają, że książka przestaje być zwyczajna. Motyw przyjaciółki z przeszłości, która z tupetem pragnie wkroczyć w życie bohaterów jest dość popularny i często spotykany, ale dodaje książce elementu niepewności. Spodobało mi się również znaczenie tytułowego kasztana jako małego talizmanu przynoszącego szczęście i dodającego odwagi – może dlatego, że sama także mam do nich słabość.

…I tylko rudy kasztan mi został,

Mały talizman szczęśliwych dni,kasztan

I ta jesienna piosenka prosta,

Którą wiatr może zaniesie Ci…

Jeśli szukacie niewymagającej, ciepłej powieści obyczajowej na jeden – dwa wieczory to „Miłość w kasztanie zaklęta” świetnie się do tego nadaje.

Polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>